ambasadorzy
MOJE Mazurskie (i Warmińskie) miejsca, część druga

W tym felietonie kontynuuję przegląd znanych mi mazurskich i warmińskich miejsc hotelowo-kulinarno-rekreacyjnych. „Znanych“ mi, czyli takich, w których byłem. No dobrze, to co my tam mamy? Pierwszą część przeglądu skończyłem w Olsztynie, ale oczywiście Olsztyn to dla mnie nie tylko HP Park. Nocowałem w stolicy województwa warmińsko-mazurskiego wiele razy, w przeróżnych miejscach, takich jak:

  • elegancki i nie tani Hotel Warmiński, mocne cztery gwiazdki
  • przyzwoita choć niespecjalnie gustowna Villa Pallas (trzy)
  • czyste i przyjazne Polsko-Niemieckie Centrum Młodzieży Europejskiej (w samym centrum, przy Zamku)
  • skromny i chyba ledwo zipiący Hotel Pod Zamkiem (pod Zamkiem).

Jednak w moim przeglądzie trochę więcej miejsca poświęcę innym miejscom. Wszystkie łączy to, że przylegają do Jeziora Ukiel, które bynajmniej nie jest jedynym jeziorem w granicach Olsztyna, bo w sumie jest ich aż 16! A Ukiel jest zdecydowanie największe.

No to zaczynamy.

Przystań Hotel&Spa. Kiedyś była tylko restauracja Przystań, w której pierwszy raz jadłem na początku lat dwutysięcznych, podczas realizacji programu „A to Polska właśnie“ – odcinek dotyczył Olsztyna, i o ile dobrze pamiętam, w Przystani nakręciliśmy krótki materiał, rozmowę z kimś, i prawdopodobnie pływałem po jeziorze łódką lub kajakiem. Restauracja Przystań zrobiła na mnie wrażenie i drewnianym wnętrzem, i kuchnią, i położeniem – nad jeziorem, a w centrum miasta. Dla mnie, warszawiaka, to egzotyka, coś niesłychanie urokliwego. Kiedy niedawno wróciłem po latach nad Jezioro Ukiel, okazało się, że Przystań to nie tylko restauracja, to także hotel. I to jaki! Nad samym jeziorem, a więc oczywiście z widokiem na jezioro, mało tego – z prywatną plażą. Tak! Wychodzisz z recepcji, robisz 10 metrów, jesteś na plaży, co prawda małej, ale jednak. Możesz także wejść na pomost i pójść w głąb jeziora. Przy Przystani jest przystań, więc można do hotelu nie tylko dojechać, można także dopłynąć. Mało tego, do niektórych pokojów jest wejście od strony jeziora, a więc można sobie „zaparkować“ łódką przy samym pokoju. Z tego co wiem, podobne rozwiązanie jest możliwe również w pięciogwiazdkowym Hotelu Mikołajki (w Mikołajkach oczywiście). W olsztyńskim Przystań Hotel&Spa oprócz przylegającej restauracji Przystań oraz restauracji hotelowej, oprócz plaży, przystani, dostępu do jeziora, mamy także kryty basen z widokiem na jezioro oraz ogród na dachu, no i spa z szeroką ofertą. Na dachu nie byłem, ze spa nie korzystałem, ale jadłem w restauracji – wybrałem ryby, które były dobre (szczegółów nie pamiętam). Siedziałem sobie na zewnątrz i realizowałem rzadko spełniającą się moją osobistą wizję idealnej sytuacji: zmierzch, bezwietrznie, gładka tafla jeziora, stolik na drewnianym pomoście, na nim szklanka z odpowiednią zawartością, cisza, spokój, blisko natury, a jednocześnie w ekskluzywnym otoczeniu... Ha, może to brzmi trochę tandetnie, ale trudno, nic na to nie poradzę. Każdemu życzę tak wypasionej „tandety“.

Zostańmy nad Jeziorem Ukiel w Olsztynie, bo to nie koniec atrakcji w tamtym miejscu. 50 metrów od Przystani jest YachtClub Tiffi. Też nad jeziorem, też z widokiem, też z przystanią. Tyle, że na mniejszą skalę niż Przystań Hotel&Spa, bardziej kameralnie, mniej celebrycko. Nocowałem tam w bardzo przyjemnym apartamencie z widokiem i balkonem. No, nie da się narzekać. Nawet jeśli tamtejsze śniadanie nie było najlepszym śniadaniem w moim życiu, to i tak było niezłe. Zresztą, jeżeli kogoś stać, to zawsze może w klapkach i szlafroku przejść te 50 metrów do Przystani, gdzie śniadania są z kolei wypasione na maksa.

Co jeszcze można robić nad Jeziorem Ukiel w centrum Olsztyna? Można zjeść coś w Restauracji Lago, pod dachem lub na dachu, w obu wariantach oczywiście z widokiem na jezioro. Można pójść na przeszkloną siłownię, czy też – tak to się chyba mówi – do centrum fitness, gdzie biega się i jeździ na rowerku mając przed sobą jezioro. Można też jeździć na prawdziwym, nie stacjonarnym rowerze wokół jeziora, można pograć w gry zespołowe, wypożyczyć sprzęt pływający, przejść się alejkami, w zimie pojeździć na łyżwach na lodowisku, wstąpić na kawę do jednej z kilku kafejek. Powiedzmy sobie jasno: zarówno oferta Centrum Rekreacyjno-Sportowego Ukiel, jak i – mówiąc ogólnie – architektura zagospodarowania brzegu Jeziora Ukiel to górna półka, poziom naprawdę wyśrubowany. Liczne nagrody i nominacje nie są przypadkowe. Pamiętam jak kiedyś podróżując po Niemczech, jeszcze w latach 90., nie raz nie dwa z zazdrością spoglądałem na różne publiczne parki i niesamowitą w nich infrastrukturę – czyściutko, elegancko, w świetnym stylu. No a teraz mamy takie miejsca w Polsce. Otoczenie Jeziora Ukiel w Olsztynie jest znakomitym przykładem. Oczywiście zawdzięczamy to w dużym stopniu środkom unijnym - wiem, bo widziałem tablicę z informacją na ten temat. Szczegółów nie pamiętam, ale dużo tych środków.

Z Olsztyna – stolicy Warmii - przenieśmy się do byłej stolicy Warmii - Lidzbarka Warmińskiego. Do niedawna było to miejsce głównie kojarzone z kabaretami, a zwłaszcza z Lidzbarskimi Wieczorami (dawno temu Biesiadami) Humoru i Satyry. Zresztą i mnie Lidzbark tak właśnie się kojarzył, a ślady tych skojarzeń Czytelnik może znaleźć w poprzednim felietonie. Ale podczas jednego z tegorocznych wiosennych weekendów przekonałem się, że Lidzbark to już nie tylko kabarety, i to zdecydowanie. Miasto nabrało kolorów, nabrało siły, wzmocniło się - na przykład poprzez odnowienie wielu zabytkowych obiektów, takich jak choćby niesamowita Oranżeria (letni pałac Biskupa Krasickiego), a w niej prężna Biblioteka Pedagogiczna (budynek zrewitalizowany za 4,3 miliona złotych, w tym 3,6 miliona ze środków unijnych). A propos Biskupa - Lidzbark komunikuje wyraźnie, że szalenie ważną osobą jest dla niego Ignacy Krasicki. Trudno, żeby było inaczej, skoro ponad dwa wieki temu biskup warmiński Ignacy Krasicki tak długo rezydował w Lidzbarku, tak wiele tam się dzięki niemu działo, tak wiele swoich słynnych dzieł tam właśnie stworzył. Kiedy przyjechałem – po latach – do Lidzbarka, od razu zorientowałem się, że jest inaczej niż jeszcze 10 lat temu. Weekend spędziłem w Hotelu Krasicki. Mocne cztery gwiazdki. Dwie części – pałacowa i gotycka. Pokój miałem w gotyckiej. Może trochę ciemnawo i co prawda stylowe lecz niewygodne drewniane fotele... ale poza tym same plusy: bardzo dobre śniadania, z szeroką ofertą (może nie aż tak wypasione jak w olsztyńskiej Przystani, ale prawie), doskonała obsługa, niezwykłe SPA z ogromną ofertą i wybitnie dyskretną, kameralną atmosferą. Bar dobrze zaopatrzony. Ciekawostką (właśnie w barze) jest najdroższa kawa świata. Można jej skosztować – filiżanka kosztuje 50 złotych, ale skoro najdroższa to najdroższa. Warto zainwestować. Nie znam się aż tak na kawie, trudno mi ocenić ze stuprocentową pewnością, że nie piłem nigdy lepszej, ale robi wrażenie sam fakt, że parzy się ją z wywaru z ziaren, które przeszły przez jelita i żołądek łaskuna muzanga – zwierza z rodziny łaszowatych, żyjącego w Azji. Świadomość, jaką drogę odbyła ta kawa zanim trafiła do filiżanki, która właśnie stoi przede mną – ta świadomość sprawia, że człowiekowi dech zapiera i kończą się przemyślenia typu „czy przypadkiem kawa ze Starbucksa nie jest jednak lepsza“. Oczywiście przygotowywaniu najdroższej kawy świata towarzyszy ceremoniał, niezwykle sprawnie i z zaangażowaniem realizowany przez obsługę, co należy naprawdę docenić. W ogóle obsługa bez zarzutu – od recepcji po panie pokojówki – wszyscy uśmiechnięci i kompetentni. Oczywiście, biorę – jak zawsze – poprawkę na to, że mnie akurat prawie wszyscy traktują inaczej (czytaj: lepiej), bo jestem „panem z telewizji“, ale ukradkiem przyglądałem się relacjom obsługi z innymi gośćmi i też było OK. Hotel Krasicki jest duży, ma grube mury, przylega do Zamku, który naprawdę warto zwiedzić. Hotel Krasicki ma świetną kuchnię, doskonale zaopatrzony bar, ma basen i wybitne SPA. I jeszcze jeden plus – ode mnie: Hotel Krasicki ma w swojej telewizyjnej ofercie Telewizję WP! Czyli stację, z którą jestem związany, której dostępność w telewizorach nie jest jeszcze oczywistością. Ale to tylko kwestia czasu. Drobne minusy to dość trudny parking i brak kręgli. Z parkingiem poradziliśmy sobie jednak bez problemu, a na kręgle wyskoczyliśmy do pobliskich (niesamowitych, rewelacyjnych) Term Warmińskich (2 minuty autem). Kolejny plus Hotelu Krasicki to rowery, które można wypożyczyć. Pojechaliśmy – prawie od samego początku ścieżką rowerową - nad Jezioro Wielochowskie. Trasa rowerowa zaraz za jeziorem łączy się ze słynnym rowerowym szlakiem Green Velo, wiodącym przez pięć województw. Do Green Velo nie dojechaliśmy, ale wycieczka była bardzo udana.

Tak się jakoś złożyło, że – za sprawą Olsztyna i Lidzbarka Warmińskiego, ten felieton dotyczy głównie Warmii, w związku z tym – dla równowagi – wrzucę jeszcze wątek mazurski. To wspomniane już Mikołajki. „Wspomniane“, bo wspomniałem o Hotelu Mikołajki. Ten pięciogwiazdkowy obiekt widziałem tylko z zewnątrz. I zrobił duże wrażenie. Nigdy nie byłem w Dubaju, ale to chyba ten sam trend, choć na mniejszą skalę. O Mikołajkach wspominam też w poprzednim felietonie, w którym przyznałem, że miasta nie znam, bo znam tylko hotel Gołębiewski. No więc uprzejmie melduję, że to już nieprawda. Mikołajki poznałem wreszcie z innej strony. I nie chodzi o to, że zobaczyłem z zewnątrz Hotel Mikołajki. Chodzi o zupełnie inne mikołajskie miejsce: Sunport Ekomarina nad Jeziorem Tałty. Sunport to – jak sama nazwa wskazuje – port, ale też restauracja z barem i miejsca noclegowe. To właśnie tam odbywają się Regaty Aktorów, które mają kilkunastoletnią już tradycję. Zawsze odbywają się w lecie. Do niewielkiego w gruncie rzeczy Sunportu przyjeżdżają tłumy: uczestnicy, na czele z największym żeglarzem wśród aktorów i najlepszym aktorem wśród żeglarzy – Kazimierzem Kaczorem, sponsorzy, media, kamery, a nawet wozy transmisyjne. Ja poznałem Sunport poza sezonem – było kameralnie, spokojnie, i tak jest pewnie na co dzień, oprócz regat aktorów i sezonu letniego. W Sunport Ekomarina prowadziłem szkolenie z zakresu wystąpień publicznych (czym zajmuję się od lat) dla grupy młodych biznesmenów. Lunch jedliśmy na tarasie z widokiem na jezioro i pomost z zacumowanymi jednostkami. A nocleg zapewniony był w domkach nad samym jeziorem. Proszę mnie dobrze zrozumieć, w sformułowaniu „nad samym jeziorem“ nie ma ani odrobiny przesady: nad samym jeziorem, dosłownie. To naprawdę było coś. Rano wyszedłem z domku, zrobiłem kilka kroków i sprawdziłem ręką temperaturę wody w jeziorze (była dość chłodna, ale na początku maja to zrozumiałe)... Podsumowując, Sunport Ekomarina wspominam tak: najbardziej nietypowe szkolenie w mojej karierze w najpiękniejszych okolicznościach przyrody. Inna sprawa, że to nie jedyne szkoleniowo-mazurskie doświadczenie w moim życiu, ale o tym to już następnym razem.

Przystań Hotel&Spa /nad J.Ukiel

YachtClub Tiffi

Restauracja Lago

Hotel Marina Club/ Jezioro Wulpińskie

Galery 69, Dorotowo

Mazury Golf & Country Club, Naterki

Karczma warmińska, Gietrzwałd

Wzgórza Dylewskie

Pacółtowo

Gałkowo Akademia Jeździecka/ Stadnina Koni Ferentsein/ Gałkowo Club 45/ Potocki Gałkowo.pl

Maciej Orłoś