ambasadorzy
MOJE mazurskie hotele...

MOJE MAZURSKIE HOTELE... CZĘŚĆ 1

Ten felieton to dla mnie doskonała okazja do wspomnień, podsumowań, refleksji, związanych oczywiście z Mazurami, a precyzyjniej rzecz ujmując - z Warmią i Mazurami. Ale to też okazja, by usystematyzować, uporządkować pewne rzeczy. Postanowiłem więc uporządkować... wspomnienia. Będzie to przy okazji zalążek rankingu – rankingu mazurskich miejsc, które odwiedziłem (lub odwiedzałem) w ostatnich latach. A nawet nie „ostatnich“, tylko w ogóle, w dorosłym życiu. Po 89. roku. Od momentu, kiedy w tym pięknym regionie zaczęły wyrastać nowe, często ekskluzywne, eleganckie miejsca. A także nietanie, co oznacza, że ten „spis“ będzie dotyczył miejsc nie na każdą kieszeń. Tu od razu dodaję, że nie chodzi mi bynajmniej o to, by podkreślać zasobność mojego portfela - nie zawsze sam musiałem płacić za pobyt, bo często moja obecność wiązała się z pracą, a w takich sytuacjach płacą ci, którzy do pracy angażują. Inaczej mówiąc, na ogół za noclegi nie płaciłem, bo bardzo często bywałem na WiM służbowo. Ale to na marginesie.

05

No dobrze, oto ten spis „moich“ miejsc – spis oczywiście subiektywny, impresyjny, szybki i wybiórczy. Spis niebędący poradnikiem, przewodnikiem czy doradcą. Spis będący po prostu spisem, sporządzony dla mnie samego, a jeśli komuś się do czegoś przyda, to super.

Kolejność nie ma znaczenia, nie jest też alfabetyczna.

1Hotel Mercure Mrągowo Resort&Spa. Do tego miejsca mam szczególny sentyment, bo do Mrągowa czuję miętę, pewnie dzięki temu, że bywam tam już od tak dawna. W hotelu tym, który kiedyś był hotelem orbisowskim, byłem dobrych kilka razy, a najbardziej pamiętam majówkę sprzed kilku lat – majówkę wyróżniającą się tym, że niezwykle dopisała pogoda. To jest miejsce pięknie położone, na obrzeżach Mrągowa, nad jeziorem Czos, z możliwością wypożyczenia łódki z żaglem i innego sprzętu pływającego. Na terenie są korty tenisowe, ceglaste, dobrze utrzymane, a jednym z trenerów jest brat bardzo dobrego aktora, nazwiska nie wymienię, bo nie wiem czy by sobie tego panowie życzyli... Standard obiektu dość wysoki, obsługa świetna, kuchnia dobra, sporo przestrzeni, nawet przy dużym obłożeniu nie czuje się tłoku, bo hotel jest duży. Z dobrych źródeł wiem, że od niedawna jest to franczyza, a więc francuski brand (Mercure) pozostał, ale właściciel się zmienił i jest polski. I musi trzymać poziom. I trzyma, z tego co wiem.

2Pałac i Folwark Galiny, blisko Lidzbarka Warmińskiego i Bartoszyc. Byłem tam dwa razy i dwa razy mi się podobało. Pierwszej okazji nie pamiętam, za drugim razem na pewno pobyt wiązał się z udziałem w wydarzeniu telewizyjnym, a konkretnie kabaretowym, z cyklu „Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry“, w roku 2006. Wziąłem udział w jednej z części jako współprowadzący – wraz z Arturem Andrusem i Jackiem Poniedzielskim, w reżyserii Krzysztofa Jaślara (nietypowe i jedyne dla mnie takie doświadczenie, bo nie jestem człowiekiem kabaretu). Pałac Galiny podobał mi się, bo był duży, a jednocześnie cichy, spokojny. Na wsi, a jednocześnie w standardzie czterogwiazdkowym. Rozległy teren, staw, alejki. Stadnina koni, szkoła jazdy konnej. Kuchnia, z tego co pamiętam, bardzo przyzwoita. W ogóle – miejsce naprawdę świetne.

3Hotel HP Park w Olsztynie, przy trasie wylotowej w kierunku Olsztynka; to jest hotel, w którym nigdy nie nocowałem, za to wiele razy zatrzymywałem się, by coś zjeść lub napić się kawy – przed powrotem do Warszawy. Jest to miejsce nieco, jak mi się wydaje, zmurszałe, być może wymagające odnowienia, ale i tak je lubię. Zawsze miło, raczej nie nazbyt gwarnie (co mi odpowiada), a kiedy byłem tam ostatnim razem, czyli mniej więcej dwa lata temu, zjadłem wspaniałą rybę, chyba był to sandacz.

4Willa Port Art and Business w Ostródzie – moje odkrycie! Przez wiele lat Ostróda kojarzyła się głównie z drogą z Warszawy nad morze i znad morza do Warszawy. Co zapamiętywało się z Ostródy? Zatory na światłach, stację BP i McDonalds’a - to był częsty przystanek, przerwa w podróży. Nikt nie wjeżdżał do Ostródy – bo po co? Aż tu nagle, stosunkowo niedawno – bach, odkrycie, efekt WOW. W Willi Port Art and Business wylądowałem pierwszy raz bodajże w 2015 roku, z okazji meczu TVP – Policja, rozgrywanym zresztą na pięknym nowiutkim stadionie obok hotelu. Jadąc tego dnia do Ostródy nie wiedziałem co mnie czeka, dojechałem późno, w nocy – i taka niespodzianka! Nie tylko wysoki standard, nie tylko architektura jaką lubię, nie tylko świetne położenie – nad wodą (Jezioro Drwęckie), ale też niezła kuchnia, i w ogóle miło. Pamiętam, że w dodatku dali mi wtedy duży pokój, z dużym tarasem, więc posiedziałem trochę delektując się oszałamiającym widokiem na parking... żartuję - oprócz parkingu widać było też kawałek jeziora. I ogólnie – wrażenia znakomite.

5Hotel Gołębiewski Mikołajki. W Mikołajkach byłem kilka razy – zawsze z powodów zawodowych, zawsze w Hotelu Gołębiewski. Tak się jakoś ułożyło. Do pewnego momentu było to popularne miejsce eventowe – firmy właśnie tam organizowały swoje wyjazdowe konferencje czy imprezy integracyjne. Dlaczego tam? Bo Hotel Gołębiewski Mikołajki był jednym z nielicznych obiektów w Polsce dysponujących odpowiednią infrastrukturą, czyli przede wszystkim dużą salą konferencyjną i ogromną liczbą miejsc noclegowych. Oprócz Gołębiewskiego w Mikołajkach był jeszcze Gołębiewski w Wiśle, była Warszawianka w Jahrance pod Warszawą – eventy głównie odbywały się tam właśnie, jeśli nie liczyć rzecz jasna tych w Warszawie i innych dużych miastach. Kilka lat temu przestałem jeździć do Mikołajek, bo powstała Ossa i wszyscy właśnie tam przenieśli się z eventami – bliżej stolicy (koło Rawy Mazowieckiej) i w centrum Polski, co ma znaczenie organizacyjno – logistyczne. Powstał też Narvil – w Serocku, Warszawiankę rozbudowano, pojawiły się inne obiekty, no i krótko mówiąc Hotel Gołębiewski w Mikołajkach przestał być tak atrakcyjny dla biznesu jak kiedyś. Żałuję, bo zawsze lubiłem te wypady do Mikołajek poza sezonem – można było nacieszyć oczy jesiennymi czy zimowymi Mazurami. Co do samego obiektu – moloch, standard typu trzy gwiazdki, ogromne korytarze, baseny, zawsze dużo ludzi, również zza wschodniej granicy, charakterystyczne ogromne restauracje – trochę de mode jeśli chodzi o wystrój. Ale – może to się zmieniło? Może był remont? Bo słyszałem na przykład, że przy Gołębiewskim w Mikołajkach zbudowano całoroczny tor saneczkowy oraz stok narciarski (nie całoroczny)! Słyszałem też, że Mikołajki się niesłychanie rozbudowują, że wyrósł tam już jakiś super luksusowy obiekt... Co do Hotelu Gołębiewski Mikołajki – kiedyś wydawało mi się, że to największy hotel na świecie, pamiętam żarty dotyczące niesamowicie długich korytarzy. Potem Gołębiewskiego przebiła Ossa – tam to naprawdę trzeba się nachodzić! I kiedy już wydawało mi się, że od Ossy nie może być już nic większego, trafiłem do Hotelu Gołębiewski w Karpaczu... To dopiero jest gigant! Nigdy nie byłem fanem tego typu molochów, zawsze wolałem miejsca raczej kameralne, ale i tak przecież nie o wielkość w tym wszystkim chodzi, tylko o jakość. Wróćmy na Mazury – na Hotelu Gołębiewski Mikołajki kończę pierwszą część moich mazurskich hotelowych miejsc (lista jest długa).

A więc – cdn...

Maciej Orłoś