ambasadorzy
MAZURY the best of...

MAZURY WELCOME TO

Ile razy byłem na Mazurach? Nie liczyłem. Ale mogę spróbować: zakładając, że każdego roku byłem na Mazurach, a raczej na Warmii lub/i Mazurach, pięć razy i licząc od wczesnego dzieciństwa, to należy pomnożyć pięć przez 50. Wychodzi 250. A więc, inaczej mówiąc, byłem na Mazurach kilkaset razy. W dzieciństwie – z dziadkami, rodzicami. W młodości - z kolegami. W późniejszej młodości –z koleżankami. W dojrzalszej młodości – ze znajomymi. A potem to już i z dziećmi, i z rodziną, i z ekipami telewizyjnymi, i ze szkoleniami. I prywatnie, i zawodowo. Jestem przekonany, że Mazury to ten region w Polsce, do którego – z Warszawy, mojego rodzinnego miasta - jeździłem najczęściej. Dlaczego? Przychodzą mi do głowy trzy przyczyny: sentyment, piękno i bliskość. Sentyment – bo wiele wspomnień, skojarzeń. Piękno, bo Mazury (i Warmia) są piękne. Bliskość – tu mamy podwójne znaczenie, tzn. bliskość geograficzna wobec Warszawy i bliskość sercu.

fota-rybki

Warmia i Mazury to szerokie pojęcie, to rozległa kraina, z mnóstwem zakamarków, klimatów, magicznych miejsc. Dla mnie to cała masa najróżniejszych skojarzeń, przygód, zdarzeń, wspomnień. Przykłady? Proszę bardzo! Pierwsze łowienie ryb w rzece Krutyni. Spacery po lasach wokół jeziora Mokre. Obiady w typowo peerelowskiej restauracji w centrum Mrągowa – lata 70. i 80. Oglądany wraz z rodzicami w telewizji, w wynajętej tzw. kwaterze prywatnej koło Rynu, finał męskiej siatkówki na Olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku. Kąpiele w Jeziorze Warchały koło Jedwabna. Recytacja Gałczyńskiego w Leśniczówce Pranie. Udział w wieczorze kabaretowym w Lidzbarku Warmińskim. Zdjęcia w Olsztynie do programu „A to Polska właśnie“. Zdjęcia na olsztyńskim Zamku do programu „Nie ma jak Polska“. Gietrzwałd, karczma – koncert zespołu Czerwony Tulipan, końcówka lat 90. I tak dalej, i tak dalej, mógłbym tak długo... To bardzo trudne zadanie, ale spróbuję: zrobię ranking, mój osobisty mazurski ranking. Moje autorskie, subiektywne The Best of Mazury (and Warmia). Oto moje top ten, z zastrzeżeniem, że kolejność nie ma znaczenia.

1. Lato, zachodzące słońce, pagórkowaty krajobraz, bezwietrzne powietrze, cisza, lustrzana tafla jeziora...

2. Łowienie ryb z pomostu

3. Droga Szczytno – Ruciane-Nida

4. Droga Olsztyn – Pasym

5. Droga Zgon - Krutyń

6. Miejscowość Krutyń

7. Rzeka Krutynia

8. Leśniczówka Pranie – Muzeum K.I.Gałczyńskiego

9. Stare Miasto w Olsztynie

10. Mazury w śniegu.

fota-lodki

To było trudne zadanie, na liście miałem kilkadziesiąt propozycji – jak tu wybrać tę dziesiątkę? A gdzie Mikołajki? A gdzie Giżycko? A Mrągowo? A lasy wokół Krutyni? A Wzgórza Dylewskie? A Zamek w Lidzbarku? A Zamek w Rynie? A Puszcza Piska? A Dorotowo? A Ostróda? A kąpiel w jeziorze o zmroku? No, ale cóż, wyboru dokonałem, z pełną świadomością, że selekcje bywają bolesne.

Kiedy myślę o Mazurach, wspomnienia przeplatają się z obserwacją zmian. To, co się tam wydarzyło w ostatnich latach, jest naprawdę imponujące. Dwa przykłady. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie infrastruktura wokół jeziora Ukiel w Olsztynie: hotele, alejki, kawiarenki, boiska, restauracje – jak spod igły, wspaniała architektura, wszystko doskonale wkomponowane w naturalne otoczenie jeziora. Proszę mi wierzyć – kiedy tam byłem pierwszy raz, latem 2016, przecierałem oczy ze zdumienia. I drugi przykład – Termy Warmińskie koło Lidzbarka Warmińskiego. Co za skala, ile atrakcji, jaka architektura. Jeśli ktoś nosi w sobie kompleks Polaka – obywatela tej „gorszej“ części Europy – niech koniecznie odwiedzi jedno z tych miejsc. Z kompleksu wyleczy się natychmiast, gwarantuję!

Maciej Orłoś